13 listopada

 wspominamy:
W rodzinie franciszkańskiej
Bł. Franciszek Galvez, kapłan i męczennik z I Zakonu (1576-1623) Urodził się w 1576 r. w Utiel koło Walencji (Hiszpania) jako syn Tomasza i Marianny z Pellicerów. Ukończywszy studia filozoficzno-teologiczne, przyjął święcenia diakonatu i wstąpił do braci mniejszych w klasztorze Jana Chrzciciela w Riberze, gdzie został wyświęcony na kapłana.
W 1612 r., po trzech latach pobytu na Filipinach, przybył do Japonii, skąd został wypędzony w 1614 r. na początku prześladowania chrześcijan. Schronił się w Manili na Filipinach, gdzie napisał 3-tomowe dzieło Flores Sanctorum (Kwiaty Świętych), które przetłumaczono na japoński, oraz Wyjaśnienia nauki chrześcijańskiej. W 1618 r. pomalował się na czarno, udając murzyńskiego marynarza i w tym przebraniu ponownie przybył do Japonii, gdzie oddał się ewangelizacji. Skazanych na śmierć 50 wyznawców Chrystusa, związanych odprowadzono na miejsce kaźni. W drodze o. Franciszek nauczał o Chrystusie chrześcijan i pogan, którzy im towarzyszyli. Wszyscy zginęli 4 XII 1623 r. Błogosławiony papież Pius IX zaliczył go w poczet błogosławionych 7 VII 1867 r.

W kościele Powszechnym:

W Międzyrzeczu pięciu braci męczenników. Tak nazwał ich św. Bruno z Kwerfurtu, który opisał ich losy. Nie wszyscy jednak byli braćmi wedle krwi. Zjednoczyły ich wspólne ideały i wspólne męczeństwo. „Dowódca kohorty Bożej” Benedykt po­chodził z Benewentu i miał za sobą spory szmat życia, które wiódł wśród wyrzeczeń i ofiar. Przebywał na zboczu Soracte, mieszkał w pobliżu Monte Cassino, wreszcie zetknął się ze św. Romualdem. Jan był synem weneckiego patrycjusza. I on miał już za sobą po­byt w opactwie pod Perpignanem oraz w pobliżu Monte Cassino. Jak Benedykt przylgnął potem do Romualda. W r. 1001 przeby­wał tam Bruno z Kwerfurtu i wówczas to powstał projekt wysła­nia na północ ekipy misyjnej. W rok później przybyli na dwór Bolesława Chrobrego. Otrzymali miejsce na erem i wkrótce po­tem przyjęli doń kandydatów z kraju: Izaaka, Mateusza i Barna­bę. Dwaj pierwsi byli rzeczywiście braćmi; wywodzili się może ze środowiska dworskiego. Społeczność uzupełniał młody chłopiec z okolicy, Krystyn; pełnił obowiązki kucharza i był może bra-tem-laikiem. Barnabę wysłano po jakimś czasie do Rzymu. Pozo­stałych w r. 1003 napadli jacyś podchmieleni chłopi, prawdopodo-nie z książęcym włodarzem na czele. Z ich rąk ginęli jeden po drugim. Śmierć przyjęli w duchu męczeństwa. Sprawy wiary ode­grały może większą rolę, niż by to można przypuszczać ze skąpych źródeł. Dość, że uznano ich za męczenników i otoczono czcią. Zma­lała ona, gdy w r. 1038 relikwie wywieziono do Pragi.

W Tours św. Brychcego, który był następcą św. Marci­na. Ongiś czczono go także u nas.

W opactwie Fleury św. Abbona, opata. Był jednym z naj-uczeńszych ludzi swego czasu. Zginął w r. 1004, zraniony włócz­nią w czasie zamieszek, jakie wybuchły między mnichami, Fran­cuzami a Gaskończykami.

Przewiń do góry